Perfekcyjna matka, czyli kilka słów o skuteczności coachingu

Na pozór perfekcyjne Matki

Niedawno doszłam do wniosku, że przekleństwem naszego świata są silne, perfekcyjne kobiety. Żyją w poczuciu ciągłego poczucia winy, wyrzutów sumienia, świadomości własnej niedoskonałości i przekonaniu o misji poprawiania świata. Bywają „perfekcyjnymi paniami domu” – bywają, bo być na stałe się nie da, wszak zawsze można zrobić coś więcej, ugotować smaczniej, mieć bardziej wysprzątane mieszkanie, żyć gospodarniej, rozwijać się efektywniej. Mają one jeszcze jedną „przypadłość” – chcą być MATKAMI DOSKONAŁYMI. Ich dzieci są zawsze czyściutkie, schludne, mają spakowane drugie śniadania, a przed wyjściem do szkoły sprawdzoną zawartość plecaków. Potem dobrze wiedzą jakie studia dadzą dzieciom bezpieczną przyszłość i jakie cechy powinni mieć ich życiowi partnerzy. W rozmowach z bliskimi nadużywają słowa „musisz”, które na normalnego, samodzielnie myślącego człowieka działają jak płachta na byka. Kiedy dorosłe dzieci opuszczają rodzinny dom matka doskonała nadal usiłuje – w dobrej wierze, oczywiście – kontrolować ich życie. Skąd to wiem? Bo piszę o sobie!

Niewdzięczne Dzieci

Wylałam morze łez nad „bezdusznością i niewdzięcznością” mojego dorosłego syna, który przez cały dzień potrafił nie odbierać moich telefonów i nie odpisywać na smsy, a kiedy już się odezwał, rozmowa była krótka i nacechowana sporą dozą zniecierpliwienia i pretensji. Te relacje bardzo mnie frustrowały, jemu też nie było z nimi dobrze.
Parę tygodni temu zdecydowałam się na sesję coachingową poświęconą właśnie temu problemowi.

Czy coaching jest skuteczny?

Nie spodziewałam się cudów, chyba bardziej chciałam się podzielić swoim żalem i utwierdzić się, że jest słuszny, a wina za istniejącą sytuację leży po stronie mojego Pierworodnego. Mój coach zaproponował mi, żebym o swojej relacji z synem opowiedziała z trzech pozycji „Ja, „Ty” (co myślę, że on myśli o naszym o problemie) i „Widz” w kinie, który ogląda film na podstawie scenariusza o relacji tych dwojga. Rola coacha polegała na tym, że z dokładnością dyktafonu powtórzył mi moje wypowiedzi. Efekt był piorunujący! „Widz” stwierdził, że obejrzał film o upiornej, kontrolującej matce i synu, który żyje w poczuciu dyskomfortu z powodu uporczywego unikania pytań i dobrych rad rodzicielki. Rozwiązanie było nader proste: ustaliłam z synem, że kontaktujemy się telefonicznie co drugi dzień i przestaję zadawać inwigilujące pytania, a w przypadku kiedy będzie potrzebował mojej pomocy, sam mnie o nią poprosi. Fakt, że jeszcze muszę nad sobą pracować, żeby nie dzwonić , z informacją że pada deszcz, albo wyraźnie się ochłodziło, i że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem i nie powinien wychodzić z domu na czczo… Ale daję radę.
Trzy dni temu syn zaproponował, żebyśmy zjedli we czwórkę (z jego partnerką i moim mężem) wspólną kolację. Było sympatycznie, wesoło i rodzinnie. I niech tak zostanie.

 

Historia Klientki Szkoły Coachingu